Popularny komentator „Faktu” Łukasz Warzecha obsztorcowuje ministra Sienkiewicza, czyniąc mu zarzut, że szeryfem jest  nieudolnym, że nie dorasta do pięt duetowi Guliani/Bratton, który „wyplenił” przestępczość z Nowego Jorku. Minister sam się prosił, wygłaszając jak dotąd deklaracje na wyrost,  że ostro weźmie się za bandziorów. Zapachniało politycznym populizmem, zabrakło czynów. Akurat Bartłomiej Sienkiewicz ministrem spraw wewnętrznych jest ledwie pół roku, więc to oczywiste – należy mu się kredyt zaufania. Warzecha jednak, jak w westernie, już wyznaczyłby nowego szeryfa.
Czy musimy poszukując wzorów do naśladowania ciągle wpatrywać się w to, co za Oceanem, wyciągając z głowy gotowy bo i zmitologizowany, i pełen uproszczeń obraz Ameryki? Swoją drogą, bez przywołania postaci burmistrza Nowego Jorku i szefa tamtejszej policji, zjadliwy tekst Warzechy byłby zupełnie pozbawiony konkretów. 
Łukasz Warzecha zresztą nie pisze artykułu, lecz formułuje list otwarty, a zatem jeśli  właściwie  odbieram ów retoryczny zabieg, zwraca się w trybie arcy-wyjątkowym, bo i sytuacja jest poważna. Tyle tylko, że następny razem dziennikarzowi pozostanie słanie petycji lub akt obywatelskiego nieposłuszeństwa. Przykuje się np. do płotu przez komendą główną policji? Z pewnością populistyczne uniesienie nie zna granic. Tyle tylko, że tym sposobem wokół Warzechy gromadzą się wyznawcy. Rozsądni czytelnicy uciekają.