Szperam bez umiaru w necie, przyznaję się do nałogu. Skutki bywają dwojakie – trwonię czas, a bywa  że nieopatrznie skacząc po stronach wdepnę w gówno czyli w internetowe komentarze. Chociaż wiedzę na temat trolli mam sporą i sporą odporność na nienawistników, to szlag mnie trafia – często, a powinien coraz rzadziej. Nie nabyłem na całe życie odporności na te wszystkie jadowite słowa, złorzeczenia, przekleństwa, wydobywające się z czeluści.

Tak właśnie, przypadkowo, na stronie Kuriera Lubelskiego natknąłem się na artykuł o akcji Karoliny  Freino pt. „Komunikacja miejska”. Rzecz godna uwagi, zaznaczę na wstępie, bo cenię akcje polegające na krytycznej interwencji, lubię jak sztuka wdziera się codzienność i wchodzi z nią w twórcze, intrygujące zwarcie. Akcja polegała na zaangażowaniu przedstawicieli czeczeńskiej społeczności do odczytywania w autobusach i trolejbusach nazw przystanków. Jednak nie samo działanie przykuło uwagę autorek artykułu, nie przekaz, kontekst, asocjacje. Dziennikarki uznały za  leitmotive tekstu oburzenie pasażerów. Lubelskie MPK odebrała bowiem maile – relacjonuje gazeta, zaznaczając, że maile nieliczne – od ludzi, którzy takiego czeczeńskiego spikera, kaleczącego polską mowę  w polskich autobusach sobie nie życzą. Miejska komunikacja, kpiarsko wpiszę się w ton tego oburzenia, potraktowana została jak Westerplatte, jak Jasna Góra. A zatem rzecz zadana patriotom do obrony. Autobusy dostały husarskich skrzydeł i stały sie symbolami niepodległości.

MPK naciskowi patriotów nie uległo, artystycznej akcji nie zawiesiło. Chwała przedsiębiorstwu, dziennikarkom pała za uwiarygadnianie idiotyzmów. Bo jeśli nawet chce się uwagę poświęcić ksenofobom, to warto zapytać Czeczenów, co o udziale w akcji sądzą i co ma do powiedzenia artystka, i co o tym wszystkim sądzi na koniec psycholog. Jego interwencja jest szczególnie wskazana z racji tonu i stylu internetowych komentarzy. Oto jeden przykład.

zdrada

Patrioci, dając wyraz narodowemu uniesieniu, okopali się na gazetowym forum, by tam odpierać islamską zarazę. Idiotyzmy anonimowych autorów, uznających siebie zapewne za wyrazicieli ogółu, tkwią na stronie gazety jak na pobojowisku blisko dwa lata. Komentarzy jest 250.  Z tego okresu pochodzi artykuł. Redakcja nie zrobiła ze śmietniskiem porządku. Facebookowy symbol „polub to”, sterczący z boku strony, puentuje żenadę.

Czytam i jestem na siebie zły, że taplam się w błocie. Czy my na prawdę żyjemy wśród tak głupich, nierozgarniętych ludzi? Spod niezborności językowej komentatorów przebija jakaś desperacja. Tymi osobami nie kieruje tylko irytacja na dobywającą się z głośników wybrakowaną polszczyzna. Ani złość na Czeczenów „panoszących się  akustycznie” w miejskich autobusach. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że ten głos brzmi donośniej, natarczywiej, szczególnie w głowach osób, które czują się obco. Czują się wypchnięte na margines, pominięte, niedocenione i niezauważone. Powoływanie się na polskość to wymówka, pretekst i zarazem alibi. Niewiele mogę na to poradzić, zatem znikam stamtąd. Sęk w tym, że nie wiem, czy przy przypadkiem w wielu wrocławskich głowach, głosy czeczeńskich spikerów nie straszyłyby niczym upiory.