Nic w tej sprawie nie jest jasne. Ledwie jeden fakt  pozostaje niepodważalny: o nazistowskim pociągu pełnym złota donoszą światowe media m.in. biznesowy Bloomberg,  choć gazeta informuje nie w tonie triumfalnym, lecz właściwym dla osoby obdarzonej sporym sceptycyzmem. Taka gazeta nie może pozwolić sobie na banialuki. To powinno nam dać sporo do myślenia.  Świat z ekscytacją obserwuje nasze eksploratorskie poczynania i byłoby dobrze wypaść w jego oczach. Wszak marzymy o spektakularnym sukcesie wizerunkowym.  Mnie marzy się także optymistyczny scenariusz, jednak ciąg zdarzeń sugeruje, że od szczebla samorządowego po państwowy, paru urzędników dało się nabrać i nabrano też opinię publiczną.

W tej sprawie więcej jest niejasności niż konkretów. A to, co jawiło się jako konkret, w świetle niedawnych medialnych ustaleń wydaje się być bzdurą wyssaną z palca. Ograniczając się do powszechnie dostępnych informacji warto postawić kilka pytań.

  1. Kim są właściwie autorzy pisma informującego o znalezisku i dlaczego nie zawiadomili oni od razu Generalnego Konserwatora Zabytków, który jedyny w tej sprawie bardzo „jednoznacznie” się wypowiadał?
  2. Radca prawny reprezentująca „odkrywców” zapewniła o wiarygodności swoich klientów? W jaki sposób owe zapewnienia zostały zweryfikowane i przez kogo?
  3. Dlaczego sprawą od razu nie zajęły się od policja i służby kryzysowe wojewody dolnośląskiego?
  4. Skąd generalny konserwator zabytków Piotr Żuchowski uzyskał informacje, że „złoty pociąg istnieje na ponad 99 procent”?. Twierdził, że przeprowadzono badania georadarem. Dlaczego szczegółów badań nie ujawnił na konferencji prasowej?  Pytanie retoryczne: nie miał świadomości, że tym samym uruchomi lawinę spekulacji?
  5. Czy obecnie urzędnik podtrzymuje swoją wersję, która stoi w sprzeczności z wersją przedstawioną przez wojewodę dolnośląskiego, wojewódzkiego konserwatora zabytków i prezydenta Wałbrzycha?

Na żadne z pytań nie znalazłem odpowiedzi. Gubię się w domysłach. Żadne sensowne dementi ani wyjaśnienie nie ucięło spekulacji. Dzielona jest skóra na niedźwiedziu.

Historia nazistowskiego pociągu załadowanego zrabowanymi kosztownościami, który u schyłku wojny czmychnął z Breslau i przepadł na Dolnym Śląsku, to legenda rozpalającą zbiorową wyobraźnię. Super, gdy podsyca ona ciekawość regionem, nakręca turystykę. Fatalnie, jeśli przy okazji cierpi nasza wiarygodność, profesjonalizm urzędów stoi pod znakiem zapytania.

Chciałbym się mylić i chciałbym, żeby finał zabawy w kolejową ciuciubabkę był zakończenie jak z bajki. Skarb zostaje odnaleziony, Dolny Śląsk zyskuje sławę, my jesteśmy bogatsi. Życzenia się sprawdzają. Czasami.

***

Myśląc o złotym pociągu, przypomniałem sobie to.