Wyobraźmy sobie, że co kilka miesięcy w tym samym miejscu – zaułek, brama, podwórze, klatka schodowa – ktoś – przypadkowo, z głupoty, złości – zabija człowieka. Taka seria. Nowe ofiary i nowi sprawcy. Wrzałoby w mediach, nieprawdaż? A teraz zamieńmy to miejsce na ulicę…
Na pobliskiej drodze obowiązuję prędkość do 40 km. Chuj z zakazem. Naród rozpędzony pędzi z pracy do pracy, po dzieci, po zakupy, do kościoła. W ciągu dwóch lat na prostej jak strzała lokalnej ulicy, w słoneczny dzień, zginęły dwie osoby: pieszy na chodniku i kaleka na wózku rozjechany przez ciężarówkę.
To jest nasz dżihad zmotoryzowanej husarii.
Zeszły rok to ponad 900 zabitych pieszych. To niemal wojna, to terror, i może stąd bluzy z biało-czerwonymi opaskami?

U.S. Cities Want To Totally End Traffic Deaths—But There Have Been A Few Speed Bumps