Codzienne zakupy, muzyka płynąca z smartfona, sportowa i prozdrowotna aktywność, banalne nawyki, gorące polityczne kłótnie i spory światopoglądowe, drobne i ważne znajomości. Wszystko to ulega algorytmizacji, a proces ten jest na tyle niejasny w swoich pojedynczych przypadkach i powszechny zarazem, że domaga się bicia na alarm. Zadajmy sobie pytanie, jaką część naszej aktywności wynika ze stosowania aplikacji i narzędzi internetowych? Koronnym przykładem są aplikacje fitness lub serwisy social media, które porządkują nam treści/instrucje wedle algorytmicznym, niejasnych zasad, a do tego, jak np. Facebook, operują naszymi danymi i udostępniają je  innym.  Zamieszanie wywołane przez Cambrigde Analitica i  opisywany przez media skandal to wierzchołek góry lodowej.

Jestem świeżo po lekturze „Style Is an Algorithm”, traktujący o optymalizacji smaku. To kolejny przykład algorytmizacji kultury.

Every platform, canvassed by an algorithm that prioritizes some content over other content based on predicted engagement, develops a Generic Style that is optimized for the platform’s specific structure. This Generic Style evolves over time based on updates in the platform and in the incentives of the algorithm for users.

When we encounter the Generic Style in the world, we feel a shiver of fear: We have entered the realm of the not-quite-human, the not-quite-genuine. Did we make an independent decision or do the machines know us better than we know ourselves? (This anxiety might just be an iteration of the debate between free will and fate.)

 

Właściwie nie wiadomo, jakiego obszaru życia algorytmizacja nie będzie dotyczyć, jakich granic nie przekroczy. Czym się to skończy i gdzie nas, jako gatunek, zaprowadzi?
Z zagadnieniem tym wiąże się jak na razie  ów rodzaj etycznej ambiwalencji i sceptycyzmu, który sprowadza się do bezradności lub wzruszenia ramionami. Nie ma  miejsce na trwogę. Zdawać się może, że ciągle tkwimy w kleszczach technoutopizmu. W poszechnej opinii, biznesowe przedsięwzięcia operujące algorytmami,  ułatwiają  i udoskonalają nam życie –  jesteśmy smart, żyjemy w inteligentnym domu, poruszamy się płynniej po coraz sprawniej zarządzanym mieście.  Algorytm kojarzy się  z produktywnością, ergonomią i większym stopniem niezawodności w odróżnieniu od ułomnego człowieka. Dlaczego mamy popadać w kasandryczny nastrój?  Większość, korzystając z Google Now, Spotify, Facebooka, botów, ma poczucie satysfakcji z posiadania przydatnego narzędzia.  Nikt nie zagląda do bebechów tych mechanizmów i zadaje sobie pytania, jak używanie tych narzędzi nas zmienia.

Z perspetywy egzystencjalnej, wiele naszych decyzji jest intuicyjnych i nawykowych, ale jednocześnie mamy poczucie kontroli – zawsze możemy pewne czyny poddać analizie i weryfikacji (Polak mądry po szkodzie). Mamy wpływ i mamy poczucie odpowiedzialności. Owszem, to teoria, ale przecież często błądząc dokonujemy odkryć, które przynoszą obiektywne i subiektywne korzyści, np. wyższy self esteem. Rzec można, dzierżymy w dłoniach lejce, którymi powściągamy nasze odruchy i zapędy, korygujemy postawę. Jest w tym pierwiastek humanistyczny, dowartościowujący.  To egzystencja, której model w tym sensie jest w przeżytkiem, że kolejny model, wynikły z presji algorytmicznej korekty (jej powszechności), sprowadzi nas do obiektu manipulacji, której nie będziemy w stanie pojąć, a zatem nie będziemy mogli dokonać korekty na własnych warunkach i ułomnych, ludzkich, zasadach.

Przyjmując perspektywę ewolucyjną postawię tezę, że uwarunkowania środowiskowe mogą mieć mniejsze znaczenie, niż algorytm i automatyzacja. A to znaczy, że powoli żegnamy się z takim homo sapiens jakiego znamy.