Kręte są drogi, które przemierza ludzki umysł, broniąc absurdalnych i głupich racji… Na przykład weźmy taki spór o prawa kobiet.

W ogólnokrajowej debacie na temat przyznania praw wyborczych Francuzkom (początek XX w.) padł argument, że mogą się one przyczynić do zachwiania zasady rozdziału państwa od kościoła. Argumentowano, że kobiety są podatne na wpływ księży. Senator Eugène Lintilhac, dowodził że obowiązkiem państwa jest zapewnienie kobietom odpowiedniej świeckiej edukacji; bez tego nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji. A jak już się odpowiednio wyedukują, to można im dać prawo udziału w wyborach.

W tym samym czasie publicysta brytyjskiego magazynu „The Bystander” przekonywał, że dopuszczenie kobiet do wykonywania różnych zawodów i czynności dotąd zarezerwowanych dla mężczyzn, „rozreguluje gospodarkę”, dlatego że kobiety reagują emocjonalnie i instynktownie, poddając się podświadomym impulsom. „Wyobraźmy sobie, że mają kierować ruchem tramwajów”.

Nawet Henri Bergson (o nim to artykuł), który cieszył się szczególnym uznaniem wśród emancypujących się pań (do tego stopnia, że uchodził za feminizującego filozofa), miał przyznać zachowawczo, że „danie prawa wyborczego kobietom to niebezpieczny eksperyment”.

Ostatecznie prawo wyborcze Francuzki wywalczyły w 1944 roku. W tym samym czasie co na Jamajce, Bermudach i w Bułgarii. Wcześniej „bardziej racjonalni” faceci wyrzynali siebie i kolejne miliony w dwóch wojnach światowych.

Bergson1889Diss1