Pół wieku temu, pierwszy raz, ludzka stopa dotknęła powierzchni Księżyca. Upływ czas tylko dodaje niezwykłości temu pionierskiemu wydarzeniu. Nie latamy na srebrny glob. Orbituje wokół niego nasza wyobraźnia.

O niezwykłości i dramaturgii pierwszej księżycowej misji Apollo 11, świadczy parę faktów. Moc obliczeniowa komputera, który sprawił, że lądownik Orzeł bezpiecznie osiadł na Księżycu i zabrał załogę w drogę powrotną, była wielokrotnie mniejsza od możliwości jakie posiada przeciętny smartfon. A obudowa pojazdu tak delikatna, że można było ją przebić ołówkiem.

Podczas kolejnego lotu, załoga Apollo 15 pozostawiła na Księżycu aluminiową figurkę i plakietkę z nazwiskami 14 radzieckich i amerykańskich astronautów, którzy zginęli w wypadkach. Nie miałem pojęcia o istnieniu Fallen Astronauts.

Księżyc służy także jako punkt odniesienia i cel wyimaginowany artystycznych eskapad. Grupa artystów i imigrantów przerobiła w galerię dawną fabrykę salami, mieszczącą się na przedmieściach Rzymu. Zajęli się sztuką i jako rezydenci MAAM (Museo dell’Altro e dell’Altrove di Metropoliz) skonstruowali projekt rakiety. Na pierwszy rzut oka dość prowizoryczny. Rzecz jednak nie w tym, by wprost wyekspediować kogoś na Księżyc, ale snuć opowieść wokół marzeń i wizji podróży, także tej wymuszonej przez okoliczności. Warto obejrzeć ten film o romansowaniu z Księżycem.