Imtymne, masowe, prywatne. Będzie ich wiele.

Są wakacje, ale spiętrzenie politycznych wydarzeń i zapach schyłkowości (symbolem agonii są wielkie pożary lasów na Syberii i Amazonii), zmuszają mnie do sięgnięcia po słowo PROTEST.

By protestować, trzeba być przypartym do ściany i nie mieć nic do stracenia, albo, jak twierdzą inni, czuć że nadchodzi kres opresji, zbliża się jutrzenka, więc w tłumie podobnych sobie, niesionych nadzieją, wylega się na ulice.  

Wydłuża się moja lista powodów do gniewu i protestu, lecz towarzyszy temu wątpliwość, czy w tym konkretnym momencie jesteśmy społeczeństwem, które do masowego protestu się rwie i protestu pożąda jak oczyszczającego przesilenia. Obawiam się, że nie.  Jesteśmy rozbici, zatomizowani, leniwi i syci.

Jednakże najbliższe miesiące, głównie w związku z wyborczymi rozstrzygnięciami (wybory teraz i prezydenckie za rok), przyniosą nasilenie różnych mikro protestów. Taki jest klimat. Właściwie można byłoby się pokusić o założenie periodyka pod tytułem PROTEST.  Zawierałby zdjęcia, wywiady, analityczne opracowania, mapy opisujące przebieg manifestacji plus prezentacje strategii, taktyk, scenariuszy. Psychologia oporu, ideologie, technologia, design, teoria komunikacji i estetyka. Także moda, niestety.

Katalog tematów byłby obszerny – włączający żenujące kibolskie ustawki i marsze w obronie życia, akcje obrońców praw zwierząt i Rebellion Extinction, związkowe pikiety, parady równości, happeningi Obywateli RP.  Do tego, żelazny punkt programu: policyjne techniki tłumienia, inwigilowania i rozpraszania. 

Właściwie to jest POMYSŁ materializujący się w formie periodyka, cykl video podcastów, bloga. Jeśli ktoś wdroży go w życie, proszę dać znać. Chętnie się zapoznam.


Z protestami wiąże się ZASKOCZENIE, jak wyglądają one w Hong Kongu. Od 10 tygodni mieszkańcy, w masowych manifestacjach, sitting-ach i flash mobach, chcą wymusić na władzy porzucenie projekt przepisów, które upraszczają procedurę przekazywania podejrzanych osób chińskim władzom. To rozwiązanie uderza – zdaniem opozycji – w obowiązujący system prawny, który gwarantuje Hong Kongowi autonomie. Ludzie wychodzą więc na ulice, blokują np. port lotniczy, masowo wypłacają kasę z bankomatów i zamieniają na dolary. Tym sposobem pokazują, że wyczerpuje się ich zaufanie do lokalnej władzy. 

To, co wyróżnia obecne protesty względem poprzednich, z 2014 roku, to brak liderów. Neutralizuję to działania policji, która nie może sparaliżować masowego ruchu, wyłapując przywódców. Ludzie kontaktują się za pomocą komunikatora Telegram, dyskutują na lokalnym forum LIHKG i tam, głosując, podejmują decyzje.

Gdy z Chin przeprowadzono zmasowane atak internetowy, paraliżujący Telegram, informacje o protestach przesyłano za pomocą AirDrop (jako pliki) lub komunikując się za pośrednictwem Pokemon Go i …Tindera.

Be like water – mawiał Bruce Lee i protestujący skwapliwi przełożyli to powiedzenie w taktykę: unikają okupowania przestrzeni, wolę przemieszczać się i rozpraszać, gdy istnieje ryzyko niekorzystnej dla nich konfrontacji z policją. Pojawiają się centrach handlowych, poruszają się miejską koleją, której pociągi kursują co 2 minuty. Za pomocą systemu gestów przekazują sobie informacje i koordynują działania.

Manifestacje są zawsze zorganizowane w podobny sposób: na przodzie idą najbardziej doświadczenie demonstranci, za nimi grupa pomocników, gotowa nieść pomoc medyczną i techniczną. Dalej podąża reszta. Gdy protestujący napotykają problem i muszą podjąć nagłą decyzję, zbiera się grupa najbardziej zaangażowana, a reszta osłania ją parasolami, co utrudnia identyfikację przez policję. Protestujący sabotują próby ustalanie ich tożsamości np. mierząc laserowymi znacznikami w policyjne kamery. Wygląda to jak scena z filmu sf.

Ciekawa jest także strategia policji, która komunikuje swoje poczynania systemem flag. Żółta oznacza policyjny kordon i zakaz przechodzenia. Czerwona: nie napieraj, bo użyjemy siły. Czarna: uwaga, gaz łzawiący. Pomarańczowa: rozproszyć się, bo użyjemy gazu i gumowych kul.

Lasery, gesty, flagi, gumowe kule, gaz łzawiący, Pokemon Go i Tinder, przemarsze demonstrantów przez centra handlowe i osiedla. To wszystko tworzy egzotyczną mozaikę.  Obraz nie przystający do naszej rzeczywistości. Mój ulubiony pisarz s-f William Gibson całkiem słusznie napisał: przyszłość jest teraz, tylko nierównomiernie rozdystrybuowana.  Możemy się bardzo zdziwić jak blisko jest z Hong Kongu do Polski.

Kto chce poczytać więcej, niech zajrzy na blog twórcy popularnego Pinboarda. Wybrał się do Hong Kongu i swoje wrażenie spisał.


INSPIRACJE

Jeszcze dwa odcinki i zakończę pracę nad magazynem rowerowym “Ruszaj z nami”. Cykl jest do obejrzenia na stronie wrocławskiego ośrodka TVP.

Miał okazję odwiedzić Kamieniec Ząbkowicki. Rower można pożyczyć w gminnym centrum informacji (dawny kościół ewangelicki) i zjechać okolicę, czyli wielki park o powierzchni ponad 100 hektarów, który otacza Pałac Marianny Orańskiej, drugi co do wielkości kompleks na Dolnym Śląsku. A potem uderzyć do Czech. Dokładniej w okolice Javornika. Tam napotkamy to.

P.S. 

Trzymając się schyłkowego klimatu polecam najnowszy numer Dwutygodnika. W nim obficie o protestach i beznadziei. 


Kończę pisać, wyszło właśnie słońce. Kot zasnął na parapecie.


Polecam subskrypcję Prysznica, skąd pochodzi powyższy tekst.