Nieustająco mnie jednak zastanawia – po co w ogóle kogoś takiego jak Żalek zapraszać? Czy ktoś z Szanownych Czytelników przypomina sobie moment, rozmowę w czasie dość długiej kariery tego polityka, która cokolwiek by wniosła do debaty?

– zastanawia się Marcin Celiński na swoim blogu “Misowie puszyści” (Polityka).

Odpowiedź jest prosta. Osoby pokroju posła Żalka wnoszą do debaty emocje. Wokół emocji – dobrych i negatywnych – kręci się polityka. Korzystają z tego wszyscy, media szczególnie. One łakną zainteresowania opinii publicznej jak kania dżdżu.  To samo politycy. Mechanika tych zależności nie jest skomplikowana i znajduje powszechne zastosowanie. Jeśli wg zaleceń redaktora Celińskiego redakcje poważnych programów nie będą zapraszać skandalizujących polityków, to zgłoszą się po nich inne, nie przejmując się tym,  jak to zostanie odebrane. Ważna jest oglądalność, nieprawdaż? 

Żeby była jasność, nie składam broni i nie twierdzę, że dziennikarz powinien rozmawiać z każdym dlatego, że nie obowiązują żadne normy i  standardy.  One są i uczą o nich na studiach. Od kompetencji dziennikarza w dużej mierze zależy formuła i sens rozmowy. Można rozmawiać ze skandalistą, obsadzając go w roli eksperta. Wiadomo jak to się skończy. Można też z nim dyskutować tak, by móc zajrzeć pod podszewkę jego poglądów i dociekać, skąd się tam wzięły. W drugim przypadku telewizyjne studio Katarzyny Kolendy-Zaleskiej nie jest właściwym miejscem dla posła Jacka Żalka. Ale mógłby z nim porozmawiać np. Mariusz Szczygieł. Czy ich rozmowa wniosłaby coś istotnego do publicznej debaty? Zapewne i mając taką nadzieję trzeba być gotowym do rozmowy z każdym.