Jeśli poszukujecie wzorca pierwszej damy albo serialowej bohaterki, która przewyższa tupetem i wyrazistością postać królowej z „The Crown”, koniecznie zainteresujcie się Eleonorą Roosevelt.

Za wielkimi słowami rzadko idą w parze czyny. Akurat o Eleonorze Roosevelt nie można powiedzieć, że rzucała słowa na wiatr. Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w piękno swoich marzeń – tak pisała. A tych marzeń miała sporo. Wiodła życie, które trudno uznać za naznaczone nudą, zniechęceniem lub beztroską żony kolejnego (32) prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Biografowie zgodnie portretują Eleonorę Roosevelt jako kobietę wyemancypowaną, pełna pasji i determinacji. Psychologizując, można rzec, że córka ojca-alkoholika i narcystycznej matki, osierocona w wieku 8 lat, konsekwentne umacniała swoją tożsamość i osobowość, krocząc od wyzwania do wyzwania. W młodości była wycofana i nieśmiała. Po urodzeniu sześciorga dzieci, zmieniła się niemal nie do poznania. Przestała być tylko matką. A może tak to tylko widzą biografowie?

Dzieciństwo miała marne, ale wyniosła z niego doświadczenie, które było jej życiowym emblematem: trzeba być aktywnym i pomagać innym. Czy była osobą religijną? Nie wiem. Zapewne jej publiczny wizerunek był po części efektem autokreacji. Wszak Eleonora wydatnie pomagała mężowi w wygrywaniu wybory. Tym tropem podążali krytyczni wobec niej Republikanie oraz konserwatywne media. Sugerowali, że prezydentowa, będąc politykiem i demokratką, kieruje się potrzebą zdobywania poklasku i zjednania sobie wyborców.

Franklin i Eleonora Roosevelt stanowili zgraną parę. Kierowali się raczej pragmatyzmem niż namiętnością. Łączyło ich poczucie celowości i sensu działania. On wdawał się w romanse; miał ich trochę. Gdy umierał, była przy nim dawna kochanka. Zaś Eleonora – jeśli brać za trafne ustalenia historyków analizujących jej korespondencję – utrzymywała intymne relacje z dziennikarską AP Loreną Hickok, dobrze znaną w Waszyngtonie z racji queerowego stylu życia. Eleonora była podobno związana ze swoim ochroniarzem, co świadczyłoby o jej biseksualności. Przyjaźniła się ze słynną Amelią Earhart (pierwsza samotnie przeleciała nad Atlantykiem). To była wzajemna fascynacja.

Jako lokatorka Białego Domu Eleonora wywróciła wzorzec pierwszej damy. Właściwie to wymyśliła tą funkcję od nowa, nadając bogatsze, postępowe, znaczenie. Była kimś więcej niż żoną prezydenta. Była twarzą i głosem (nad którym zresztą dosłownie pracowała!) New Deal’u, programu przebudowy USA po wielkim kryzysie lat 20. Nie tyle wspierała Franklina Roosevelta, co naciskała na niego w wielu sprawach o kardynalnej randze. Ta postawa miała spore społeczne znaczenie, zważywszy że Franklin Delano Roosevelt urzędował w Białym Domu przez cztery kadencje. Tam, gdzie chodziło o prawa kobiet, dzieci, Afroamerykanów, walkę z ubóstwem, dostęp do edukacji i powszechną opiekę zdrowotną była zasadnicza i z biegiem lat coraz bardziej pryncypialna. Warto przypomnieć, że poznając Franklina była zdziwiona, że jest za emancypacją kobiet; bynajmniej ona tego postulatu nie popierała.


Jej polityczny instynkt, timing, umiejętność podejmowania decyzji i zjednywania sobie ludzi nabierały wymiaru wręcz symbolicznego. To nie prezydent, lecz ona pierwsza poinformowała amerykańską opinię publiczną o ataku japońskiej floty na Pearl Harbor. Dorobiła z marszu stosowny wstęp do nagranej już i gotowej do emisji audycji radiowej, której była gospodarzem.
Regularnie gościła w radio z własnymi pogadankami i wywiadami. Publikowała w gazetach w stylu jaki dziś może budzić podziw: od 1935 do 1962 roku pisała cykl felietonów pt. „My Day”. Była autorką kolumny w poczytnym miesięczniku „Woman’s Home Companion”, w której odpowiadała na listy od czytelniczek. Ten dorobek wydano ponownie w 2018 roku w książce „If You Ask Me: Essential Advice from Eleanor Roosevelt”. To nie były rady w stylu, „jak jeść ciasteczko i w której ręce trzymać widelczyk”. Eleonora była wpływową polityczką Partii Demokratycznej, rozumiała swoją rolę więcej niż kurtuazyjnie.

Zanim jej mąż został prezydentem, działała związkowo, opowiadając się za 48-godzinnym tygodniem pracy, wprowadzeniem płacy minimalnej, zakazem zatrudniania dzieci, powszechną edukacją i opieką medyczną. Wspierała ruch praw kobiet i opowiadała się za poszerzaniem praw obywatelskich. Jeździła po kopalniach, fabrykach, przytułkach, sierocińcach, szkołach, szpitalach. Nie tylko w czasie kampanii prezydenckich. Po przeprowadzce do Białego Domu angażowała się w programy budowy osiedli socjalnych dla bezdomnych i bezrobotnych robotniczych rodzin. Dopominała się o to, by domy podłączone były do wodociągów i miejskiej sieci grzewczej (nie zapominajmy: to były lata 30. ubiegłego wieku). Wiele projektów zakończyło się fiaskiem. Zarzucano jej, że jest utopistką.
Unieruchomiony z powodu polio Franklin Roosevelt (praktycznie mógł ustać na nogach tylko kilka minut), polegał na żonie bardziej niż tego ktokolwiek, łącznie z nim, mógł się spodziewać. Podróżowała po kraju samolotem, a te wyprawy obrosły legendą. Samolot wypatrzony na niebie w mig powodował poruszenie i oczekiwanie, że to na pewno podróżuje pierwsza dama. Tak często była w drodze i tak różne odległe od siebie miejsca odwiedzała w krótkim czasie.


Jedno z wydarzeń – wcale nie błahe – może być temat na osobną książkę lub film. To historia spotkania Eleonory Roosevelt z protestującymi weteranami I wojny światowej. Wraz z rodzinami rozbili obóz pod Kapitolem, by domagać się od rządu wcześniej wypłaty premii za udział w wojnie.
Za pierwszym razem, gdy w Białym Domu zasiadał Herbert Hoover, na protestujących ruszyła policja. W ruch poszły pałki, użyto gazu łzawiącego i rewolwerów. Za drugim razem posłano na weteranów formacje piechoty, kawalerię oraz 6 czołgów. Obozowisko spalono, kilku weteranów zginęło. Było wielu rannych.
Gdy więc za rządów Roosevelta weterani pojawili się po Kapitolem ponowie, Eleonora wsiadła w samochód i pojechała się z nimi spotkać. Dziennikarze pisali o pierwszej damie brodzącej w błocie między namiotami, a na koniec, wspólnie z weteranami, śpiewającej żołnierskie piosenki. Gazetowy tytuł z tego okresu przytacza znamienne wspomnienie uczestnika protestu „Hoover wysłał na nas wojsko, a Roosevelt żonę”. Prezydent zaproponował Kongresowi rozwiązanie, które wychodziło na przeciw oczekiwaniom weteranów, ale nie zostało ono zaakceptowane przez izbę.


Aktywność publiczna Eleonory zdumiewała jej rodaków. Po pierwsze, organizowała ona co tydzień konferencję prasową. Zwołała ich łączenie 348. Zapraszała na nie kobiety, w reakcji na męski szowinizm dziennikarskiego środowiska. Jego symbolem było doroczny uroczysty obiad organizowany przez prestiżowy Gridiron Club. Pierwsza dama urządziła więc w Białym Domu obiad tylko dla redaktorek. Zerwała z niepisanym obyczajem niezapraszania do Białego Domu Afroamerykanów. Te gesty i zachowania miały wpływ na zmianę stosunku czarnoskórych Amerykanów do Partii Demokratycznej. Wcześniej sprzyjali oni Republikanom.


Młoda Eleonora uchodziła za osobą bojaźliwą, zakompleksioną. Na początku małżeństwa został zdominowana przez teściową. Ta nie spuszczała oka ze swego syna otaczając go toksyczną troską. Trudno uwierzyć, ale jako żona senatora, a potem prezydenta, Eleonora sama jeździła po Waszyngtonie samochodem. Przekonywano ją, by tego zaniechała. Proszono, by nosiła pistolet i nauczyła się strzelać.


W 1942 roku odwiedziła wojska amerykańskie w Anglii. Na wyspach fetowaną ją niczym królową. Rok później spotkała się z żołnierzami walczącymi na Pacyfiku. Republikanie krytykowali jej postawę, twierdząc że pociąga za sobą niepotrzebne ryzyko oraz wydatki. Ona postrzegała wyjazdy jako powinność. Było przekonana, że wojna wymusza zmianę społecznej pozycji kobiet, otwierając przed nimi nowe możliwości i stawia nowe zadania. Uparcie powtarzała innym kobietom: uczcie się i zdobywajcie nowe umiejętności.

Nie wycofała się z publicznej aktywność po śmierci męża. Z jej fachowość korzystali kolejni prezydenci USA. Eleonora Roosevelt była pierwszym delegatem USA do Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przewodniczyła Komisji Prawa Człowieka. Przyczyniła się wydatnie do przyjęcia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Poznałem biografię. Znam kryteria i wiem, kto na prawdę zasługuje na miano pierwszej damy. A tak w ogóle to chciałbym zobaczyć serial „Eleonora”.