Idziesz do ulubionego lasu i nagle stajesz oszołomiony: oglądasz pobojowisko. Dziwisz się, choć nie powinieneś, bo wszystko rozegrało się planowo. To, że las zniknie, zapisano w dokumentach parę lat wcześniej. Policzono, ile się uda pozyskać drewna i kto na tym zarobi.

Las to biznes. Europa nie jest wyjątkiem, choć tu urzędnicy i politycy szczególnie trąbią o zielonym ładzie, zrównoważonym rozwoju i trosce o bioróżnorodność. 75 procent lasów na Starym Kontynencie jest traktowanych po gospodarsku czyli ciętych, rąbanych, przetwarzanych, spalanych. 3/4 lasów to lasy młode, niedojrzałe. Takich przybywa – w miejsce zalesień starych; takie drzewa mają z kolei większą wartość ekonomiczną. Ledwie 23 procent europejskich lasów objętych jest ochroną.

Statystycznie patrząc, Europa jest drzewnym potentatem. W 2015 roku pozyskano tu 550 mln metrów sześciennych drewna (mierzonych w pniach). Na Szwecję, Niemcy, Francję i Polskę przypada – w tym okresie – 51 procent eksportu drewna o łącznej ilości 279 mln metrów sześciennych. To ma odzwierciedlenie w produkcie krajowym brutto. W przemyśle drzewnym pracują setki tysięcy ludzi.

Nie wszystko w biznesie jest jasne, pożyteczne i akceptowalne. Piszę, trzymając się twardych danych, nie odwołując do przekonań. Otóż we Wspólnym Centrum Badawczym UE (Joint Research Centre) (Ispra,Włochy) opracowano raport Abrupt increase in harvested forest area over Europe after 2015. Na podstawie analizy zdjęć satelitarnych ustalono, że w ostatnich latach powierzchnia uśrednionego wyrębu (average patch size of harvested area) powiększyła się o 34 %. W latach 2016-2018 odnotowano (w porównaniu do okresu 2011-2015) 49-procentowy wzrost powierzchni lasów objętych wyrębem i 69-procentowy wzrost straty na leśnej biomasie. Największe zmiany zaszły na Półwyspie Iberyjskim, w Skandynawii oraz krajach bałtyckich.

Co w tym dziwnego, jeśli wszystko jest pod kontrolą i odbywa planowo? Tniemy i sadzimy, nieprawdaż? Owszem, powierzchnia lasów na Starym Kontynencie powoli rośnie. Unia Europejskiej zamierza zaradzić negatywnym zmianom klimatycznym, sadząc w najbliższych latach 3 mld drzew (minimalizacja wpływ CO2). Plany są ambitne, lecz nic po nich, jeśli utrzyma się dynamika pozyskiwania drewna. Nasadzenia nie przyniosą oczekiwanego „klimatycznego” efektu. Dlatego głośniej mówi się o błędnej unijnej strategii stawiania na biomasę jako odnawialne (!) źródło energii. Sugestia z raportu jest następująca: celów – tak rozbieżnych – nie da się realizować nie popadając w sprzeczność. Halo, mamy problem. Konieczna jest korekta.

A co z Polską? Polskie drzewo ma średnio 59 lat. Starsze są jabłonie w moim ogrodzie. Zapomnijcie o prastarych puszczach. Lasy są traktowane jak plantacje. W „Raport o stanie lasów w Polsce 2019 roku” Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych znajduję zdanie nt. intensyfikacji wyrębów, które wskazuje na inne przyczyny.

Ich stosunkowo duża powierzchnia w ostatnich latach wynikała przede wszystkim z konieczności likwidacji skutków huraganowych wiatrów, usuwaniem drzewostanów osłabionych w wyniku zakłóceń stosunków wodnych i gradacji owadów.

Zatem, tniemy, gdyż jesteśmy do tego zmuszeni przez okoliczności. Raport wzmiankuje o 122 tysiącach metrów sześciennych drewna pozyskanych z parków narodowych. Nie wszystko wiadomo o skali wycinania drzew w lasach prywatnych. Brakuje danych, a więc nie mamy pełnego obrazu sytuacji.

Jeśli nawet uznamy, że wycinka nie jest powodowana względami ekonomicznymi, lecz wyższą koniecznością i tak wiąże się z nią problem, o którym głośno mówi wielu naukowców. Tereny po wyrębie narażone są na erozje gleby, zanik bioróżnorodności, zakłócenie gospodarki wodnej. Straty krajobrazowe i przyrodnicze są niepowetowane. Dzieje się często tak, że stare, wartościowe drzewa znikają, a w ich miejsce pojawiają się sadzonki, które nie radzą sobie z powodu suszy i niesprzyjających warunków. Na efekty nasadzeń trzeba zresztą czekać dekady. W społecznym odbiorze dominuje więc poczucie straty. Z tym wyobrażeniem i negatywnymi emocjami muszą się mierzyć leśnicy, na których spada grad krytyki.

„Lasy są odnawialnym źródłem surowców drzewnych, warunkującym rozwój cywilizacyjny bez szkody dla środowiska” – to też raport. Nic się w tym zdaniu nie zgadza. Twierdzę – i nie jestem w tym zakresie odkrywczy – że las to coś więcej niż źródło surowców. Tak wąskie rozumienie znaczenia lasu i pomijanie oczywistości, że on rośnie i oddziałuje na nas będąc częścią środowiska, jest żałośnie redukcjonistyczne. Rozmija się to twierdzenie ze społecznymi odczuciami, w których coraz więcej jest lęku i nieufności. Żyjemy w czasach, gdy troska o przyrodę definiowana jest coraz częściej jako cywilizacyjne wyzwanie. Nie można więc tak archaicznie pisać o lasie. Zwłaszcza, że wycięto go niemal na naszych oczach, a następny wyrośnie już nie za naszego życia, by zresztą znów zniknąć, wykarczowany niczym pole kukurydzy.