Były premier Leszek Miller, Krystyna Janda, pewnie wiele ważnych person – także szczebla powiatowego – zaszczepi się przeciw covid-19 wcześniej niż wielu medyków. Nie żeby medycy się ociągali. Oni na szczepionkę czekają.

W takich sytuacjach można obserwować, co znaczy i jak się przejawia solidarność społeczna. Czym jest w praktyce. Teoretycznie solidarność wiąże się z gotowością do rezygnacji z niektórych potrzeb, aspiracji i przywilejów na rzecz grupy lub po prostu innych ludzi. Nieprzypadkowymi ludzi, bo współtworzących zbiorowość. Taką zbiorowość, z której jest się dumnym, która jest powodem satysfakcji. Spoiwem jest tu zaufanie, którym się wzajemnie darzymy: ja tobie, ty mnie.
To wcale nie jest zdolność do poświęcenia się. Zwykle nie chodzi o heroizm, raczej o kindersztubę i skromność. Coś, co symbolicznie ujmuje powiedzenie: proszę, pan/pani pierwszy/a.

Jeżeli zbiorowość jest patologiczna, narzucona, czujemy się zmuszeni nie tyle w niej trwać, co z niej się uwolnić, wyrwać. Musimy zabiegać o swoje. Innymi słowy, rywalizujemy z innymi, chcemy ich ubiec, przechytrzyć. Chcemy być lepszym, ważniejszym, wyjątkowym. To, na ile jesteśmy w tych zabiegach sprawni buduje nasze poczucie wartości. Niestety we współczesnej Polsce cwaniak ciągle brzmi dumnie i budzi respekt. Mamy spartoloną rzeczywistość, która premiuje egoizm.

Społeczne napięcia, jakie powstaje ze zderzenia deklarowanych wartości z cwaniakowatością doskonale portretował Stanisław Bareja. Jego komedia są zabawnymi i gorzkimi w konkluzji historiami. Postacie filmowe to głównie spryciarze, blagierzy, koniunkturaliści, głupcy i kombinatorzy żerujący na pudrowanym truchle peerelu. Polska w ujęciu Barei to jest światem wiecznego kombinowania i nieporadności oraz fałszu. Jest taka scena z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, zatytułowana w youtubowych klipach „pan tu nie stał” lub „kolejka w sklepie”. Tłum kłębi się przed ladą. Wysoki jegomość wykorzystuje zamieszanie i wciska przed innego faceta. Dochodzi do awantury – mężczyźni niszczą sobie zakupy. Ich fotografie trafiają na sklepową witrynę „tych klientów nie obsługujemy”.

Filmy Barei to historia kina, ale nadal żyjemy w świecie, gdzie częściej słychać „gdzie się wpychasz”, a chciałoby się usłyszeć „proszę, pan pierwszy”.