Zwolennicy Trumpa – z flagami Konfederatów i emblematami „Q” – wdzierający się do Kapitolu nie powini dziwić. Zrobili to, co zapowiadali. O aliansie ultraprawicowych radykałów i mobilizującego ich QAnona pisano sporo i od dawna. Tylko mało kto się tym przejmował.

To historia z pozoru niedorzeczna. Sęk w tym, że niosąca za sobą konsekwencje bardzo poważne. Zacznijmy od tego, że jakiś facet, a może paru gości, publikuje anonimowo na friendly free speech 4chanie absurdalne posty, które układają się w pozbawioną racjonalnych podstaw miazmatyczną spiskową koncepcję. W czym rzecz? Otóż Donald Trump, wespół z teamem zaufanych oficerów, ma prowadzić tajną krucjatę przeciwko satanistyczno-pedofilskiej siatce złożonej z członków amerykańskiego liberalnego establishmentu. Są w niej m.in. Hilary Clinton z rodziną, Bill Gates, a także, owszem, znaczącą rolę pełni ulubiony bohater teorii spiskowych George Soros. Jest też w spisek uwikłana rzesza celebrytów, ważnych figur biznesu i pracowników mediów. Trump z tym globalnym spiskiem kanibali i sex offenderów się ściera, czego kulminacją będzie „przebudzenie” – ciąg dramatycznych zdarzeń, z którymi zmierzy się opinia publiczna i dzięki temu pozna prawdę. Potem obejrzymy grande finale czyli operację „Storm”: spisek zostanie całkowicie zdemaskowany, konspiratorzy wyłapani i umieszczeni w obozach, na koniec osądzeni przez trybunały wojskowe (czeka ich dożywocie lub śmierć). Zatem, walcząc ze złem, trzeba wspierać tego, który uosabia dobre moce, czyli Donalda Trumpa. Proste. Zakładamy czapkę z hasłem MAGA (Make America Great Again) i bierzemy się do dzieła.
Autorem tych bzdur, układających w narrację miernego okultystycznego dreszczowca, jest Qanon. Ten nick to zbitka: anon jest typowym określeniem użytkownika forum 4chan. Q odnosi się rzekomo do certyfikatu dostępu do poufnych informacji Departamentu Energii USA. Czytelnik ma odnieść wrażenie, że czyta posty Q i ma wgląd w strukturę władzy. Poznaje ukryte siły rządzące światem. Nie trudno w takim przypadku o ekscytacje, zwłaszcza, jeśli wiedzę posiadło się o drugiej nad ranem, szperając po różnych zakamarkach internetu. Podniecenie jest tym większe, że Q dorzuca nowe tropy i wątki, informuje o zdarzeniach, które w ogóle nie miały miejsca lub oznajmia, że zaraz coś wielkiego się wydarzy. Nieistotne, że mija się z prawdą. To dotąd nie nadszarpnęło jego reputacji, tak jakby nie zależała ona od faktów. Ten galimatias – sugerujący nie wtajemniczenie lecz nieporadność – Q tłumaczył w prosty sposób: przeciwnika należy dezinformować. Mamy więc gotowy slogan, który pojawia na t-T-shirtach. Q przekonuje, że Trump przemyca w publicznych wystąpieniach tajne komunikaty, które, oczywiście, Q potrafi odszyfrować. Do jego arsenału dorzućmy mnożenie skrótów i posługiwania się hashtagami. Ta zamierzona niejasność prowadzi ku banalnej konkluzji: Q ma w nosie to, czy go rozumiesz. Masz wierzyć i powielać jego prawdy. Kto je posiadł, ma poczucie misji. To wyjaśnia, skąd bierze się aktywność i determinacja fanów Q.

Kult i wyznawcy nie potrzebują kapłana. Jest nim Q.


Badacze analizujący wędrówkę Q po forach (najpierw 4chan, potem 8chan, obecnie 8kun) policzyli, że stworzył ok. 5 tysięcy postów. Niektórzy wątpią, by pochodziły z jednego źródła. Może są wytworem kolektywnych działań, tym bardziej że nikt nie jest w stanie zweryfikować tożsamość autora? Każdy może powielić dowolną bzdurę i podpisać ją nickiem Q. Czy wiedzieliście np., że Korea Północna była kontrolowana przez CIA, lecz Trump i jego ludzie ją wyzwolili? A może to, że Hilary Clinton czeka na proces, porwana i uwięziona przez ludzi Trumpa? Na pewno słyszeliście, że pandemia to ściema, szczepionki są narzędziem deep state, który chce zabrać ludziom wolność. Pozdrowienia od Q.


Kim jest Q? Może kreacją speców od dezinformacji, a może żartem uwolnionym jak dżin z butelki i przechwyconym przez sprytnego cynicznego manipulatora, który dostrzegł jego potencjał i stworzył narzędzie do robienia wszystkich w konia?

Nie ma co przypisywać mu wyjątkowych zdolności – Q wyrósł w internecie i nim się żywi. Dość powiedzieć, że zbierał i przetworzył to, o czym pisano na fring’owych forach wcześniej. Np. o Pizzagate, czyli o tym, że Hillary Clinton i jej współpracownicy w piwnicy pizzerii należącej do pewnej sieci więzili i wykorzystywali dzieci. Nie miało znaczenia, że w budynku nie było piwnicy, a właściciel lokalu zaprosił protestujących do środka oraz to, że o wszystkim wyczerpująco pisały media. Wystarczyło, że nazwisko właściciela lokalu widniało na liście darczyńców Demokratów, a lista pojawia się w wykradzionych mailach szefa komitetu wyborczego tej partii. Q sięgnął po szokujące skojarzenia i je reanimował. Chwyciło. Kto bowiem nie przejmuje się losem dzieci, a do tego nie lubi aroganckiej Hillary? Wystarczy dorzucić pedofilskie skłonności i mamy mrożącą krew w żyłach historię – fabułę kolejnego „Egzorcysty”.
Na trzy miesiące przed pojawieniem się Q (lipiec 2017) inny anon napisał, że zbliża się moment rozbicia szajki (cabal) i „wyzwolenie Planety Ziemi spod władzy ciemnych mocy”. Inny fantasta, dwa tygodnie przed pierwszym postem sygnowanym nickiem Q, pisał: „Wkrótce nadejdzie ich upadek. Zbliża się burza. Hollywood jest bezpośrednio z tym powiązany”.


Październikowy sondaż przeprowadzony przez You Gov wskazał, że blisko 50 procent wyborców Trumpa zgadza się z twierdzeniem, że wśród czołowych Demokratów są członkowie siatki sex-handlarzy. W budowaniu atmosfery podejrzeń ma udział Trump. Retweetował posty Q i komplementował jego sympatyków za patriotyczną postawę. Marjorie Taylor Greene, która głosiła, że pedofilia, satanizm i okultyzm są związane z Partią Demokratyczną, Trump nazwał młodą gwiazdą Republikanów.

Anonów, którzy przed Q podawali się za osoby wtajemniczone i znaczące jest całe mrowie. Zaskakujące, że enuncjacje publikowali tam, gdzie mało kto cokolwiek bierze na poważnie. Może z obawy przed odpowiedzialnością?

Ci wcześniejsi „bohaterowie” to FBI Anon, High Level Insider, Mega Anon, White House Insider; CIA Anon, Victory of the Light, Highway Patrolman, Anonymous 5. Każdy z nich miał zwolenników oraz imitatorów, więc i na Q historia się nie zakończy. On zniknie, pojawią się następni, którzy będą tworzyć związki i ukryte sensy w przypadkowych oraz nic nie znaczących zjawiskach, faktach, zdarzeniach. Zamiast ich tropić i demaskować istotniejsze jest szukania metod, które uodpornią ludzi na te brednie.