Po wydarzeniach na Kapitolu i paroletnim prologu – upływającym pod hasłem „dezinformacja i fake newsy” – można śmiało potwierdzić przetasowania w peletonie. Czwarte miejsce przypada platformom społecznościowym. Tu ogniskuje się uwaga wszystkich, choć zdefragmentaryzowana i rozproszona, to jednak powodująca stany i napięcia niepokojące decydentów i zmuszające ich do reakcji.

W mediach społecznościowych można mobilizować ludzi do rzeczy zgoła nieprzewidywalnych, jak szturmowanie legislatury globalnego mocarstwa. Kto na miejscu kolejnym? Dyrektorzy generalni wielkich korporacji i tychże serwisów społecznościowych. Zanim zebrał się Kongres USA i ustosunkował, np. we wspólnym oświadczeniu obu izby, do postępowanie Trumpa, oni zdecydowanym ruchem odcięli go od globalnego megafonu. Powołali się na wyższą konieczność, dbanie o przestrzeganie prawa i wykluczenie sytuacji, że Trump nadal będzie podżegał do przemocy. Ustalmy jedno, Trump nie popełnił jednego błędu, wykroczenia. Historia jego wpisów w mediach społecznościowych to pasmo kłamstw, nękania przeciwników, szydery z innych i konfabulacji. W pewnym sensie, potraktowano go jak recydywistę. Dla jasności, pierwsza poprawka konstytucji USA go nie dotyczy, bo ma chronić jednostkę przed cenzurą ze strony państwa. Nikt nie każe korzystać z prywatnego serwisu, a tym bardziej nikt z jego właścicieli nie pozwoli sobie na to, żeby o regulaminie decydował vox populi. Tym, którzy się obruszą, że godzę się na orwellowski scenariusz przypomnę, że Orwell już dawno przewraca się w grobie, bo batalia o wolność wypowiedzi, neutralność netu oraz opór przeciw centralizacji i monopolizacji sieci, toczy się tak długo jak tenże internet istnieje, Jeśli ktoś to dopiero dostrzega, bo zaatakowano jego ulubionego prezydenta, to może sobie pogratulować długiego snu naiwniaka. Komentując posty na Facebooku i z żadnego innego medium nie korzystając, tylko ten problem zwielokrotniamy.

Ryzyko dla naszej demokracji było zbyt duże. Czuliśmy, że musimy podjąć bezprecedensowy krok w postaci zakazu na czas nieokreślony i cieszę się, że to zrobiliśmy.

dyrektor operacyjna Facebooka Sheryl Sandberg w wypowiedzi dla Reutersa

Trudno nie zgodzić się z jej argumentacją, mając świadomość daleko idących konsekwencji i ryzyka, gdyby wybrano strategię „siedzimy cicho i nie reagujemy”. Na Kapitolu zginęli ludzie, znaleziono bomby. FBI informuje, że szykowane są kolejne akcje, które mają zapobiec zaprzysiężeniu Joe Bidena na prezydenta. Sieci społecznościowe są pod obstrzałem społecznej krytyki za tolerowanie mowy nienawiści od dawna. Wyobrażanie sobie, jak ona nasiliłaby się, gdy doszło do eskalacji konfliktu i kolejnych ofiar? Kto byłby za to odpowiedzialny? Jak jeszcze można tłumaczyć tak ostrą i zdecydowaną postawę Facebooka i innych? Otóż komentator AXIOS, insiderskiego serwisu dobrze znającego waszyngtoński realia, zauważa: „Amerykański kapitalizm opiera się na fundamencie umów prawnych, które wszystkie ostatecznie opierają się na sile i stabilności rządu.” Ameryki nie odkrywamy, ale nikt, kto administruje wielomiliardowymi biznesami nie pozwoli na sobie chaos, wywołany przez widzimisię narcystycznego lidera, którego dni i tak są policzone, bo żegna się z władzą.


Owszem, mamy do czynienia z precedensem, a więc warto postawić pytanie, co dalej? Rola i siła jaką mają wielkie organizmy – Google, Facebook, Twitter i inni „e-społecznicy” – to sytuacja wyjątkowa, wymaga prawnych regulacji. Jestem zwolennikiem rozparcelowania gigantów na mniejsze firmy, mówiłem o tym od lat. Nie pierwszy to raz, kiedy świat hi-tech zostawia w tyle przepisy – są one nieadekwatne do wyzwań i społecznych przemian. Z tym problemem nie poradzimy sobie krzycząc: „Stop cenzurze! Zabraniam!”. Magiczne różczki działają tylko w bajkach.


Wracam do mediów. Mediów tradycyjnych. Są na samym końcu. Jednak o tyle ich pozycja jest wyjątkowa, że jeśli przestaną się ścigać z internetem lub patrzeć na niego z zazdrością, mogą powoli – mozolnie – odbudowywać pozycję, która nigdy nie będzie taka jak w XX wieku. Będą mogły ofiarować obywatelom poczucie, że oszalały świat można trochę oswoić, trochę okiełznać ten chaos, wejrzeć głębiej w bieg zdarzeń i zapewnić wszystkim tak potrzebne dziś otrzeźwienie.