Nie lubię oglądać wywiadów nagrywanych w trakcie jazdy samochodem. Mamy ich rozmaite wariacje: mały fiat, obklejony reklamą elektryk, auto niewiadomej marki, w której ledwie się interlokutorzy mieszczą, albo takie, w której zmieściłaby się na tylnych siedzeniach żona, dwójka dzieci, pies oraz zabawki. Wait, takiego cyklu nie widziałem.

Dlaczego samochód, a nie np. wspólne łuskanie fasoli? Mam kilka hipotez, lecz obawiam się, że pojedynczo traktowane nie dają wyczerpującej odpowiedzi. Stawiam więc na mix.

Pierwsza z brzegu hipoteza: dominacja. Rozmowa w samochodzie wiąże się u zaproszonej osoby z poczuciem bycia zdanym na łaskę kierowcy. Niby zwyczajna gadka, ale przecież facet może na coś wjechać, ewentualnie się rozbić lub kogoś potrącić. Lepiej więc go nie denerwujmy i odpowiadajmy sprawnie na pytania.

Po drugie, poczucie bliskości. Rozmowa w aucie to sytuacja w sumie intymna lecz komfortowa, bo nie patrzysz kierowcy w oczy. Zerkasz czasem w lusterko wywalony w fotelu, odpada nerwówka. Za oknem jakieś widoki, wodzisz za nimi wzrokiem. Nikt nie zarzuci, że byłeś znudzony lub zgubiłeś wątek. Hard core’ową i neurotyczną wersją wywiadu – przy założeniu trafności powyższej hipotezy – byłoby spotkanie w windzie. Stoicie zamknięci w metalowej puszcze, zero pejzaży. Nie daj boże, jeśli spojrzycie na siebie, jeszcze gorzej jeśli się dotkniecie. Bywa tak stresująco, że głośniejsze westchnienie może spowodować u drugiej osoby atak paniki.

Po trzecie, fetysz. To najbanalniejsze wytłumaczenie. Po prostu, Polacy mają zajoba na punkcie samochodów. Kiedyś na półce stały kryształy, dziś ich miejsce symbolicznie zajęły cztery kółka. Właściwie dziwię się, że nie śpimy w garażu. Idąc tym tropem można uznać, że relacja z samochodem miewa głębokie psychologiczne podłoże. Wsiadamy do niego jak do kapsuły, aby się od świata odciąć. Często potrzebujemy kogoś do towarzystwa i stąd te zmotoryzowane Polaków rozmowy. Ważne, że rozmawiamy, a nie to, gdzie właściwie jedziemy i po co. W gruncie rzeczy, samochód mógłby stać. Szkoda benzyny.


Zastanawiam się nad tym, po jakie licho samochód, tym bardziej że łatwo o zamienniki. Gdyby chociaż chodziło o to, że kierowca jest wyjątkowy: patrzcie, trzymam kierownicę i rozmawiam z Edytą Górniak. Za chwilę będę kierował nogą. Padła wcześniej propozycja wspólnego łuskania fasoli. Proste i swojskie. Widziałem red. Gmyza w kuchni – smażył mięso i rozmawiał o kryzysie demograficznym w Azji. Do tego serwował wino. Trudno z nim się równać. Zatem pozostaje fasola albo np. obieranie ziemniaków. Gwarantowana mocna symbolika: pochyleni nad tematem i pochyleni nad wiadrem z obierkami.

Inny format typowo męskiej i rzeczowej rozmowy może mieć związek z toaletą. Dwóch facetów rozmawia odwróconych plecami do kamery. To program z nagrodami: zgadnij kto jest moim interlokutorem. Łatwo o sponsora – producenta leków na kłopoty z pęcherzem lub przerośniętą prostatą.

Piesze wędrówki, a jakże. Gorzej z wycieczką rowerową – rozmówcy mogą się od siebie oddalić i wówczas będą zmuszeni do siebie krzyczeć. Rozmowa w salonie masażu, gdzie zadający pytania i odpowiadający leżą obok siebie ugniatani przez fizjoterapeutów? To ciekawe. W tych sytuacjach ujawniają się wielorakie i ukryte znaczenia.

Zakończę wątek jednym logistycznie rozbudowanym pomysłem: wyobraźcie sobie kolejowy wagon na trasie Moskwa – Władywostok, w którym zamykamy ludzi rozmaitych profesji. Filozof, bokser, piosenkarka, zbieracz złomu, polityk plus trochę bohaterów drugiego planu, którzy częstują prowiantem i cyklicznie awanturują. Grono rozmawia, bo co może innego robić poza drzemką. Kto w tym rozwlekłym jak rosyjski krajobraz konwersowaniu wyda się najbardziej denerwujący, najmniej sprawny i wciągający, zostaje z pociągu wyrzucony i wraca do Polski na własny koszt. Mam już tytuł: „Zesłanie”. Do pilota cyklu zaangażowałbym Marcina Nejmana. Nawet gdyby wracał sam przez pustkowie robiłby to w wyjątkowym dla siebie stylu.


Rozmawiać więc można w różnych scenografiach i konfiguracjach. Niekoniecznie w samochodzie. Jeśli czegoś mi brakuje, to puenty świadczącej o wyczerpaniu samochodowej formuły – dyskusji na złomowisku aut.