Spośród wielu naszych zwyczajów wysuwa się ostatnio na plan pierwszy rytualne utyskiwanie na smog. Jest sezonowe i kapryśne, bo pobudzane incydentalnie newsami i mapkami meteo, podrzucanymi przez media.

Też mnie smog nerwia, psuje krew, a bezradność administracji i służb odpowiedzialnych za dbanie o jakość powietrza, budzi konsternacje. Ileż lat można się użerać z problemem? Jestem jednak zmęczonym mało produktywnym narzekaniem na tych, co do smrodu się przyczyniają. Jest one słuszne i wzmożone, lecz z nadejściem wiosny znika, tak jak znika dym z kominów. A przecież wiadomo, że za parę miesięcy sytuacja się powtórzy. Tak jest od lat.
W tym zimowym utyskiwaniu jest trochę naiwności. Łudzimy się, że trujący, słysząc nasze powszechne narzekanie, pójdzie po rozum do głowy, skruszony sięgnie do kieszeni i zainwestuje w nowy piec albo przestanie w starym palić śmieciami.

Jeśli nawet trudno nam się od narzekania uwolnić, powinniśmy narzekać także na tych, co ze smogiem zawodowo walczą, bo raczej śpią zimowym snem przez resztę roku. To wiosną, latem i wczesną jesienią jest właściwy czas (jest go dzięki temu więcej) na przekonywanie ludzi do zmiany zachowań, zakup nowego pieca, podłączenie do sieci, wymianę okien, ocieplenie domu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie remontował domu w zimie, rozbudzony ogniem powszechnej krytyki.



Jeżdżę sporo po Dolnym Śląsku, co daje mi pewne rozeznanie w sytuacji i podejrzewam – oglądając domy oraz wiejskie obejścia – że wiele osób nie ma pieniędzy na tego typu remonty. Są miejscowości niepodłączone do sieci gazowej i kanalizacji. Ludzie mieszkają w zdekapitalizowanych czynszowych kamienicach ze wspólną toaletą na korytarzu, bez możliwości podpięcia do miejscowej sieci ciepłowniczej, bo jej nie ma i nie będzie.

Napiszę wprost: jesteśmy zapóźnieni cywilizacyjnie i biedni. Problem z tzw. niską emisją nie jest więc kłopotem, czymś w rodzaju anomalii. Bliżej mu do niepisanej normy. Gdyby było inaczej, konsekwentnie odchodzilibyśmy od węgla, zakazalibyśmy np. sprzedaży ekogroszku, a każdy kto chciałby pozbyć się kopciucha otrzymałby wsparcie finansowe, bez zbędnych ceregieli i papierkowej roboty. Zjawisko zapóźnienia cywilizacyjnego właśnie na tym polega, że u nas takich rzeczy nie sposób zaplanować, a tym bardziej zrealizować w perspektywie kilku lub kilkunastu lat. Dotyczy to państwa, gmin, wspólnot mieszkaniowych. Nawet jeśli mamy kasę, to nie potrafimy jej wydać. Przykładem jest historia wielu wrocławskich kamienic. Gmina pozyskała fundusze unijne na remont ich elewacji, mają więc piękne fasady. Zaś w środku ciągle straszą, instalacje się sypią, kaflowe piece pamiętają czasy Republiki Weimarskiej. Pieniądze można było przeznaczyć tylko na mury i okna, więc je wydano. O reszcie zapomniano – wzorcowe spartolenie rewitalizacji.

6 grudnia 1952 r. Występ La Traviaty w Sadler’s Wells został przerwany w połowie z powodu smogu. Był tak gęsty, że widzowie z tyłu widowni nie byli w stanie zobaczyć sceny. Policjanci oświetlali drogę.




Za mówienie o biedzie oberwało mi się w facebookowej dyskusji. Padło stwierdzenie, że chyba żartuje. Nie żartuje. Mówienie o biedzie nie sprowadza się do prostej konkluzji: ktoś jest bez grosza. Nawet prozaiczne i przejściowe materialne problemy mogą odcisnąć piętno na stylu życia i zawęzić myślenie o przyszłości. Bieda bywa opresyjna, gdy najbliższe otoczenie domaga się od ciebie pełnej lojalności. Znam podwórkowe historie o dzieciakach, która np. zasadziły krzewy i kwiaty przed kamienicą. Ogródek został w nocy zniszczony, a dzieci zastraszone. Rodzicom porysowano samochód. Bieda może być wobec swoich ofiar bezwzględna i je degeneruje.

Mówiło się tak często w publicznej debacie o wykluczeniu lub wyuczonej – przenoszonej na kolejne pokolenia- bezradności. Człowiek w okowach biedy lub z niej wychodzący miewa inne spojrzenie na swoje miejsce i powinności wobec innych. Nie widzi swego losu przez pryzmat abstrakcyjnych dla niego aspiracji, jest za to sporo doraźności. Króluje tymczasowość tak jak królują chwilówki. Piec gazowy, panele, pompa ciepła? Co ty mi kurwa pierdolisz?

Można wyjść z biedy, ale nie uwolnić się z nawyków, które ona ukształtowała. Problem jest tym poważniejszy, że dotyka ludzi starszych i samotnych, mających ograniczony kontakt ze światem.
Gdy widzę starszego zaniedbanego pijanego faceta nie odważę się powiedzieć, że on tak wygląda dlatego, że pije. A co jeśli pije, bo nic innego mu nie zostało w życiu?


Jeśli więc państwo ma odnieść sukces w walce ze smogiem, co jest wyzwaniem cywilizacyjnym, większym niż durny przekop mierzei, to musi mocniej oprzeć działania na edukacji i solidarnym zmaganiu się z smogowym problemem. Nowy piec w tej złożonej z wielu czynników operacji jest raczej na samym końcu.