Założony latem 2018 roku microblogowy Parler eksplodował nagle i przygasł. Miała być ostoją dla przeciwników cenzury i prawicowych wolnościowców wykurzonych z Twittera i Facebooka, lecz sam musi teraz szukać przytuliska. Po wyrzuceniu z serwerów Amazona, Parler korzysta z usług rosyjskiej firmy DDoS-Guard. Tej samej, której klientem jest m.in faszystowskie forum Daily Stormer.

Historia Parlera to stopniowy lot wznoszący, który nagle przechodzi w pikowanie. Główna komisja śledcza Izby Reprezentantów Kongresu USA chce poznać ewentualne związki serwisu z atakiem (6 stycznia 2020 r.) na Kapitol. Mowa o udziale w podżeganiu do popełnienia przestępstwa i powiązaniach z rządami innych krajów (głównie Rosji). Komisja zwróciła się do Federalnego Biura Śledczego o wszczęcie śledztwo.

W liście do FBI kongresmenka Carolyn Maloney nawiązuje do doniesień tabloidu „Daily Mail” o rosyjskiej żonie CEO Parlera, Johna Matze’a. W rekcji na to Parler mówi o szkalowaniu i niegodziwych personalnych atakach na rodzinę szefa społecznościowego alt right’owego serwisu.

Rosyjski wątek rzeczywiście jest pożywką dla spiskowych spekulacji, z których część nawiązuje do popularnego serialu „The Americans” o głęboko zakonspirowanych rosyjskich szpiegach wiodących życie w  Falls Church.


Im więcej pisano o serwisie, im bardziej stawał się rozpoznawalny, tym bardziej owe hipotezy nabierały rozgłosu. Tego zdjęcia nie trudno uznać za ironiczną reakcję Aliny Matze.

Alina Mukhutdinova

Pytanie, skąd serwis bierze pieniądze na rozwój i kim są inwestorzy, długo pozostawało bez odpowiedzi. W listopadzie Dave Troy, analityk sieciowy, przedstawiający się jako specjalista od dezinformacji, zebrał te wątki i opublikował na Twitterze.

So let’s talk about Parler. Where did it come from? Founder John Matze met his now wife, Alina Mukhutdinova, in May 15, 2016 in Las Vegas. Alina is from Kazan, Russia. She was on a two week road trip “vacation” across the USA with a friend.— Dave Troy (@davetroy) November 13, 2020

W zalewie różnych informacji pojawiła się dziwna poszlaka – powielana przez telewizję Fox News – że Parlera finansuje George Soros (!). Prawda jest zupełnie inna. Pieniądze na rozwój firmy włożył m.in. fundusz rodziny Mercersów, którzy wcześniej finansowali różne medialne pomysły Steve’a Bannona, jednego z doradców Donalda Trumpa. Nic dziwnego, że Dave Troy, autor wspomnianego powyżej threadu, sugeruje, że platforma była szykowana pod Donalda Trumpa. 24 czerwca 2020 roku „The Wall Street Journal” informował o sztabowcach Donalda Trumpa szukających alternatyw dla sieci społecznościowych, w których udziela się ich szef. Ich uwagę przyciągnął Parler. Republikański senator Ted Cruz zachwalał serwis i dzielił dumą, że do niego dołączył. Wg Wikipedii baza użytkowników w znaczącym procencie składa się ze zwolenników Donalda Trumpa, konserwatystów, teoretyków spiskowych i prawicowych ekstremistów. Na Parlerze pisał prezydent Brazylii Jair Bolsonaro. Nie tylko on.

Serwis początkowo przyciągnął kilka republikańskich osobistości, w tym ówczesnego kierownika kampanii wyborczej Trumpa, Brada Parscale’a, senatora Utah Mike’a Lee i adwokata Trumpa Rudy’ego Giulianiego, a także postaci wyrzucone z innych sieci społecznościowych, tacy jak prawicowi działacze i komentatorzy Gavin McInnes, Laura Loomer i Milo Yiannopoulos.

– czytamy w Wikipedii.


Po wyrzuceniu aplikacji Parlera ze sklepów Apple i Google oraz serwerów Amazon, Parler funkcjonuje obecnie w bardzo wąskim zakresie w oparciu o hosting rosyjskiej firmy DDoS-Guard. Firma ma przedstawicielstwo w Edynburgu, w którym, według ustaleń „Guardiana”, nic się nie dzieje (nawet telefon jest odłączony), a przesyłki słane na jej adres trafiają omyłkowo do sąsiadów. Szefowie firmy, przepytywani przez dziennikarzy brytyjskiej gazety, odżegnują się od politycznej działalności i ideologicznych sympatii. Przyznają jednak, że spółka prowadzi interesy z rosyjskimi władzami. To zwykły biznes – ucinają spekulacje. O faszystowskim serwisie Daily Stormer, który korzysta z ich usług, nie mieli pojęcia. Tłumaczą, że to klient ich większego partnera.


„New York Times” zauważa, że dla ceniących wolność użytkowników Parlera powiązanie z rosyjską firmą niesie pewne zagrożenie, a co najmniej wiąże się z dyskomfortem. Serwis korzystając z rosyjskiej infrastruktury internetowej musi podporządkować się tamtejszemu prawu. Od 1995 roku Rosja rozbudowuje krajowy system monitorowania ruchu telekomunikacyjnego (SORM). Działające w tym kraju firmy muszą instalować oprogramowania pozwalającego analizować – post factum – adresatów i odbiorców transferowanych treści. To inne rozwiązanie niż w Chinach, gdzie nim coś wejdzie w internetowy obieg jest najpierw przefiltrowane i ewentualnie odrzucane jeśli łamie chińskie prawo. SORM de facto są rządowymi „tylnymi drzwiami” do Internetu.

W e-mailu do CNN DDoS-Guard zapewnia, że „nie dostarcza żadnych informacji o klientach ani żadnych innych danych organom rządowym, z wyjątkiem przypadków wyraźnie określonych w prawie”. A Jeffrey Wernick, dyrektor operacyjny Parlera, mówi w wywiadzie dla NYT, że obawy mediów są przesadzone. DDoS-Guard jest operatorem tymczasowej stronę internetowej Parlera – to jego tłumaczenie. Do obsługi sieci społecznościowej firma ma szukać partnera na rynku amerykańskim. Będzie z tym ciężko.

Parler chce odzyskać pełną funkcjonalność do końca stycznia. Przed „zniknięciem” miał ok. 15 mln użytkowników. Zatrudniał 60 osób. W żaden sposób nie może dorównać Twitterowi. Jeśli nawet zakończy biznesowe związki z DDoS-Guard, będzie miał kłopot z ucięciem spekulacji o kłopotliwych powiązaniach personalnych. Swoją drogą, czyż nie takimi historiami emocjonują się miłośnicy teorii spiskowych, którzy tak ochoczo z Twittera przenosili się na Parlera?