Nie lubię oglądać wywiadów nagrywanych w trakcie jazdy samochodem. Mamy ich rozmaite wariacje: mały fiat, obklejony reklamą elektryk, auto niewiadomej marki, w której ledwie się interlokutorzy mieszczą, albo takie, w której zmieściłaby się na tylnych siedzeniach żona, dwójka dzieci, pies oraz zabawki. Wait, takiego cyklu nie widziałem. Dlaczego samochód, a nie np. wspólne łuskanie fasoli? Mam kilka hipotez, lecz obawiam się, że pojedynczo traktowane nie dają wyczerpującej odpowiedzi. Stawiam więc na mix. Pierwsza z brzegu hipoteza: dominacja. Rozmowa w samochodzie wiąże się u zaproszonej osoby z poczuciem bycia zdanym na łaskę kierowcy. Niby zwyczajna gadka, ale przecież facet może na coś wjechać, ewentualnie się rozbić lub kogoś potrącić. Lepiej więc go nie denerwujmy i odpowiadajmy sprawnie na pytania. Po drugie, poczucie bliskości. Rozmowa w…