Słyszę, że „Cyberpunk 2077” nie do końca wypalił. Gra nie śmiga na konsolach starszego typu. Trzeba było inwestować w „Polskę 2020”. Zarys scenariusza jest pod ręką, scenerie też – swojskie i nieprzekombinowane. Nikt nie przejmowałby się bugami, glitchami, niekonsekwencją w stylu: dlaczego mój bohater, obrócony do góry nogami, próbuje przejść przez ścianę jeśli obok są drzwi? To proste, jest pijany. Storytellerzy mieliby pole do popisu, sięgając po rozpoznawalne i popularne postacie, kreśląc z ich udziałem kombinacje, warianty misji i kampanii, multiplayerów i krótkich intensywnych epizodów. Doprawiliby to szczyptą s-f, fantasy i polskiego dna czyli bareizmem. Byłoby pysznie, pieprznie, dziko i narodowo. Mielibyśmy bigos. Np. zostajesz Szymonem Hołownią, który musi wykraść z tajnego laboratorium akcelerator czasu. Urządzenie pozwala w mig przenieść się do upragnionego 2050…