Część z Was zna osoby, które piszą i nawet własnym sumptem wydają książki, więc ma orientację, jak bardzo owe starania przypominają drogę przez mękę. Są naznaczone momentami głębokiego zwątpienia, czy w ogóle warto się pisaniem parać.   Powiedzieć, że dobra literatura się broni sama, to ujawnić kawałek prawdy. Bez drugiej połowy, która dotyczy promocji, nie ma prawdy o pisaniu. Pisanie ma sens głównie wtedy, gdy spotyka na swojej drodze czytelnika. Owszem, miewa znaczenie autoterapii, ale nie znam autora np. kryminałów lub biografii, który powiedziałby, że pisze dla satysfakcji lub samopoznania. Spełnienie w pisaniu zakłada relację z drugą osobą, która bierze do rąk książkę i tworzy z nią własną osobistą relację.   INSPIRACJE  Co więc można powiedzieć o setkach tysięcy osób, które czytają książki Pizgacza? Kogo? Nie pomyliłem się i niczego nie…