Przeprowadźmy eksperyment i wyobraźmy sobie, że gdzieś tam, ponad naszymi głowami, na najwyższych geopolitycznych orbitach i politycznych sferach, dojrzewa decyzja, ba, uciera się międzynarodowy consensus, że Polską – plamą na globusie – nie warto się przejmować. A może już uznano, że pora odpuścić sobie boje o praworządność, demokratyczność systemu, umacnianie europejskich więzi. Że Polska nieuchronnie zbiałorusieje, a może trafniej, nie wytykając nic heroicznym Białorusinom, zorbanieje. Co jeśli, bardziej niż trochę, spisano nas – w Paryżu, Rzymie, Madrycie i Berlinie – na straty, uznając za kłopotliwy efekt eksperymentu z liberalną demokracją i otwartym społeczeństwem? Bo przecież sami Polacy wydają się wynikiem tego geopolitycznego rozstrzygnięcia, rzutującego na dekady, mało zainteresowani. Bardziej ich kręci Black Friday. Zresztą w wielu zagranicznych umysłach (to jest argument uniwersalny) jawimy się…