Spośród wielu naszych zwyczajów wysuwa się ostatnio na plan pierwszy rytualne utyskiwanie na smog. Jest sezonowe i kapryśne, bo pobudzane incydentalnie newsami i mapkami meteo, podrzucanymi przez media. Też mnie smog nerwia, psuje krew, a bezradność administracji i służb odpowiedzialnych za dbanie o jakość powietrza, budzi konsternacje. Ileż lat można się użerać z problemem? Jestem jednak zmęczonym mało produktywnym narzekaniem na tych, co do smrodu się przyczyniają. Jest one słuszne i wzmożone, lecz z nadejściem wiosny znika, tak jak znika dym z kominów. A przecież wiadomo, że za parę miesięcy sytuacja się powtórzy. Tak jest od lat.W tym zimowym utyskiwaniu jest trochę naiwności. Łudzimy się, że trujący, słysząc nasze powszechne narzekanie, pójdzie po rozum do głowy, skruszony sięgnie do kieszeni i zainwestuje w nowy…