Po wydarzeniach na Kapitolu i paroletnim prologu – upływającym pod hasłem „dezinformacja i fake newsy” – można śmiało potwierdzić przetasowania w peletonie. Czwarte miejsce przypada platformom społecznościowym. Tu ogniskuje się uwaga wszystkich, choć zdefragmentaryzowana i rozproszona, to jednak powodująca stany i napięcia niepokojące decydentów i zmuszające ich do reakcji. W mediach społecznościowych można mobilizować ludzi do rzeczy zgoła nieprzewidywalnych, jak szturmowanie legislatury globalnego mocarstwa. Kto na miejscu kolejnym? Dyrektorzy generalni wielkich korporacji i tychże serwisów społecznościowych. Zanim zebrał się Kongres USA i ustosunkował, np. we wspólnym oświadczeniu obu izby, do postępowanie Trumpa, oni zdecydowanym ruchem odcięli go od globalnego megafonu. Powołali się na wyższą konieczność, dbanie o przestrzeganie prawa i wykluczenie sytuacji, że Trump nadal będzie podżegał do przemocy. Ustalmy jedno, Trump nie popełnił…